
środa, 26 maja 2010
Heban- Ryszard Kapuściński

środa, 19 maja 2010
Pani Bovary - Gustave Flaubert
Po śmierci żony Helojzy, Karol Bovary czuje się przygnębiony, ale jednocześnie wolny. Chcąc zwalczyć poczucie osamotnienia, staje się częstym gościem domu pana Rouault, gdzie poznaje jego córkę Emmę, którą niebawem prosi o rękę po czym zostaje przyjęty zarówno przez samą dziewczyną, jak i jej ojca. Po hucznym weselu życie wraca do normy, a wraz z nim topnieje uczucie Emmy wobec Karola. Młoda pani Bovary zdaje sobie sprawę, że nie darzy mało atrakcyjnego małżonka miłością, ani nawet sympatią, wobec czego, bez wyrzutów sumienia, zaczyna snuć fantazje o idealnej, romantycznej miłości i spędzeniu życia u boku znacznie ciekawszego i nietuzinkowego mężczyzny, a czytając tkliwe romanse jeszcze bardziej utwierdza się w przekonaniu, że jej małżeństwo to fatalna pomyłka. Jednocześnie, chcąc upodobnić się do bohaterów czytanych powieści oraz francuskiej arystokracji, z którą ma styczność na balu u markiza d'Andervilliers, Emma staje się bardzo rozrzutna, "inwestując w siebie" ciężko zarobione pieniądze Karola, który zwodzony jej kłamstwami i zmyślonymi historiami daje spokój dociekaniom. Nie trudno się domyślić, że historia kończy się dla Emmy bardzo tragicznie.
Książka bardzo dobra, jak większość pozytywistycznych powieści, piętnująca rozrzutność, życie ponad stan oraz niewierność małżeńską i wszelkie oszustwo. Ukazuje, że połączenie tych wszystkich postępków nie może wyjść winowajcy na dobre. Ponadto płynna, wartka narracja połączona z wyrażeniami, które dawno wyszły już z użycia oraz barwnymi opisami rzeczywistości dodają powieści realizmu Bardzo chętnie sięgam po tego typu powieści, zarówno angielskie, francuskie, jak i polskie. Kto następny? Może Stendhal
poniedziałek, 10 maja 2010
Mazurska saga Małgorzaty Kalicińskiej



Mazurska trylogia Małgorzaty Kalicińskiej zyskała ogromną popularność wśród polskich czytelników. Co jednak jest podstawą tak ogromnego sukcesu? Piękne mazurskie krajobrazy, magia przyrody czy może ciepła rodzinna atmosfera domu nad tytułowym rozlewiskiem? Czytając poszczególne części, a przyznać muszę, że lektura była bardzo relaksująca i wciągająca, miałam wrażenie, że wszystkie wyżej wymienione elementy miały wpływ na wysoką poczytność książek, ale stanowiły tylko tło dla znacznie ciekawszych postaci i trochę mniej absorbującej fabuły.
Pierwszą książką, wydaną w w 2006 roku jest Dom nad rozlewiskiem,
do którego wprowadza się Małgosia- główna bohaterka, która na skutek niespodziewanej utraty pracy w prestiżowej agencji reklamy i coraz chłodniejszych relacji z mężem, postanawia odbudować, dawno przekreślone przez wszystkich, relacje ze swoją matką Basią. Porzuca wygodne warszawskie życie i przenosi się na mazurską wieś, gdzie dosyć szybko wtapia się w lokalną społeczność oraz układa stosunki ze swoją "nową" mamą oraz opóźnioną w rozwoju i nieufną ciotką Kaśką. Otoczona pięknymi krajobrazami, klimatem swojskiego domu i sympatią okolicznych mieszkańców, Gosia postanawia przenieść swoje życie i zostać, ku radości Basi, mieszkanką chaty nad rozlewiskiem. Czy uda się Basi i Gosi odnaleźć wspólny język i wyjaśnić dlaczego Gosia została przez mamę odrzucona? Tak, ale następnej części pt. Powroty nad rozlewiskiem, w której czytelnik zapoznaje się z dziejami domu, okolicznościami, w jakich rodzina Małgorzaty w nim zamieszkała oraz wczytuje się w historię samej Basi, ukazującej przyczyny jej nieobecności w życiu córki. Książka, moim zdaniem, znacznie ciekawsza, bardziej absorbująca i realna z wieloma retrospekcjami i oddzielnymi opowieściami. Niestety trzecia część Miłość nad rozlewiskiem trochę mnie rozczarowała, a ocenić ją mogę tylko używając określenia "nawet fajna". Postać Gosi zeszła w niej na drugi plan, a jej miejsce zajęła Paula -przyjaciółka Marysi ( córki Małgorzaty). Miłość... to już inna opowieść ukazująca życie z perspektywy wspomnianej Pauli i jej sposobu patrzenia na świat. Znacznie bardziej przewidywalna i trochę banalna. Myślę, że warto sięgnąć po całą trylogię, zwłaszcza, że poszczególne jej części wzajemnie z siebie wynikają, więc czytanie ich bez zachowania kolejności sprawiałoby wrażenie wyrwania z kontekstu i ogólnego bałaganu. Niemniej polecam, chociażby ze względu na silne kobiece postacie z Małgorzatą, Basią, Paulą i sklepikarką Elwirą na czele oraz rodzinną atmosferę tytułowego domu.
piątek, 7 maja 2010
Kiedy świat sięzatrzymał.63 dni w Watykanie z Piotrem Kraśko- Piotr Kraśko
Śmierć Ojca Świętego była momentem kulminacyjnym, a także następstwem jego choroby i cierpienia. Książka Piotra Kraśko wydana jakiś czas po odejściu Głowy Kościoła ( nie pamiętam dokładnie daty) jest swoistą relacją z tego okresu. Opisuje wymowę i dramatyzm tych wydarzeń, ukazując stopniowe wygasanie Jana Pawła II. Skonstruowana jak dziennik, daje poczucie bezpośredniego uczestnictwa w ostatnich chwilach Papieża oraz pełen obraz tego, co działo się na przełomie marca i kwietna 2005 roku w Watykanie.
Niezwykle ciekawa, napisana rzeczowymi i profesjonalnym, ale zarazem bardzo prostym językiem oraz budująca atmosferę napięcia publikacja zasługuje na uwagę i poświęcony jej czas. Kiedy ją czytałam, a było to prawie 4 lata temu, ukazał mi się dostojny watykański świat, z osobą Ojca Świętego w centrum, na który zwrócone były oczy całego świata. Do tej pory mam w pamięci tę książkę i przypuszczam, że jeszcze kiedyś do niej powrócę. Póki co pozostaje mi tylko ją polecić i pogratulować Piotrowi Kraśko dobrej i sprawiającej wrażenie rzetelnej roboty roboty.
czwartek, 6 maja 2010
Baby - Antoni Czechow
Tom opowiadań Baby w humorystyczny sposób przedstawia kobiety ich potrzeby, sposób myślenia i ...wady. Począwszy od egzaltowanej księżnej pani, poprzez trzpiotkę Olgę i żonę wysokiego urzędnika Annę, na prostych wiejskich babach kończąc. Każda z nich jest inna. Najbardziej spodobały mi się dwa pierwsze opowiadania: o Księżnej Pani żyjącej w samouwielbieniu, zupełnie nie zauważając swoich wad i Oldze Iwanownej, której sztuki piękne i chęć zawierania znajomości z wybitnymi osobistościami przesłoniły realne, przyziemne życie. Czechow nie szczędzi również pod adresem płci pięknej kąśliwych uwag oraz daje do zrozumienia, że bardzo często to właśnie one są przyczyną zguby mężczyzn również tych statecznych. Świetna proza, barwne postacie, zabawny chociaż nieco anachroniczny język oraz charakterystyczne dla tamtego okresu zwroty i modele zachowań. Wszystko to sprawia, że książkę czyta się naprawdę szybko i z dużą przyjemnością. Nie znuży czytelnika, wręcz przeciwnie, sprawi, że czas spędzony z "Babami" będzie fajną rozrywką.
piątek, 30 kwietnia 2010
Akademia Księżniczek- Shannon Hale
wtorek, 27 kwietnia 2010
Madame-Antoni Libera
Główną osią powieści jest niemal obsesyjna fascynacja głównego bohatera swoją piękną i nietuzinkową, jak na peerelowskie warunki, nauczycielką języka francuskiego, która zawładnęła sercem, ale przede wszystkim umysłem młodego człowieka. Od tego czasu bohater bez imienia (niewykluczone, że jest nim sam autor) bawi się w detektywa i stara się poznać, nierzadko podstępem, jak najwięcej faktów z życia tytułowej Madame. Snuje wyobrażenia i domysły na jej temat, a aluzjami i niedomówieniami daje do zrozumienia, że jest dla niego wyjątkową kobietą.
Porywająca opowieść o potrzebie marzenia, o wierze w siłę słowa i o naturze mitu, którego ziarno kryje się w życiu każdego człowieka. Dawno nie czytałam tak dobrej, ale i wymagającej książki, co zawdzięcza się również zabawnej, płynnej i niebanalnej stylistycznie narracji ze swobodnie wplecionymi słowami uznawanymi dzisiaj już za anachroniczne. Naprawdę warto przeczytać.
poniedziałek, 12 kwietnia 2010
4 czerwca - Joanna Sczepkowska
4 czerwca, można powiedzieć, że jest czymś w rodzaju autobiografii, pomimo, że swoją formą zupełnie na to nie wskazuje. Poukładane chronologicznie króciutkie opisy różnych wydarzeń i związane z nimi refleksje tworzą pewną całość. Początkowe rozdzialiki pisane są z perspektywy dziecka, które nie do końca rozumie znaczenie słów zasłyszanych w rozmowach dorosłych, zwłaszcza rodziców - przeciwników panującego systemu. Wraz z upływem lat, wpisy stają się coraz bardziej dojrzałe, ukazując tym samym rozwój Szczepkowskiej uwidoczniony w samodzielnej interpretacji zaistniałych wydarzeń. Czytelnik śledzi polityczne zaangażowanie aktorki, jej udział w wielu ważnych wydarzeniach ( marzec 1968) oraz relacje z najważniejszymi osobami ówczesnej opozycji z Jackiem Kuroniem na czele. Co ważne publikacja nie jest tylko suchym przeglądem historycznych zdarzeń i interpretacją ich konsekwencji, ale raczej ciepłym opisem panujących wtedy warunków życiowych Polaków. Tęsknotą za kolorowym światem z pocztówek słanych za granicy, za smakiem czekolady Milki, która w porównaniu z polską masą czekoladopodobną, miała niebiański smak czy modnymi ubraniami prosto z paryskich jurnalów. Książka miła i prosta w odbiorze, podająca najważniejsze daty w przystępnej formie. Zainteresuje chyba każdego,komu, chociażby przez krótki okres, przyszło żyć w komuniźmie, który poczuł jego klimat oraz doświadczył charakterystycznych dla tamtego czasu, absurdów.
czwartek, 8 kwietnia 2010
Szkic do portretu Ślązaczki - Elżbieta Górnikowska- Zwolak
Książka składa się z czterech rozdziałów. W pierwszym autorka ogólnie zapoznaje czytelnika z problemem jaki podjęła . Pisze czym jest feminologia (inaczej studia kobiece) i feminizm. Wyjaśnia także stosunkowo nowe pojęcie- seksizm oraz zastanwia się na przyczynami nieobecności kobiet w historii, zgadzając się z poglądami innych feministek, w tym z Sue Maysield -autorką książki Women and power, którą we wstępie cytuje, iż kobietom poświęca się po prostu mało uwagi. Ważną rzeczą, jaka została tu również uwzględniona to feministyczna lingwistyka. Autorka stwierdza, bazując na poglądach historyczki Mary Beard, że niejednoznaczność nazw i terminów, które sugerują gramatycznie, że ma się do czynienia z osobą płci męskiej stanowią poważny problem, który bardzo łatwo dzisiaj zauważyć. W drugim rozdziale Elżbieta Górnikowska - Zwolak przedstawia metody badań własnych, cel pracy jakim głównie jest rekonstrukcja życia i osobistych przeżyć Ślązaczki, a także obszar na którym badania zostały przeprowadzone. W tej pracy autorka zastosowała badania jakościowe, gdyż przedmiot badań nie jest czymś obiektywnym i mierzalnym. Bardzo ciężko zmierzyć wspomnienia, przeżycia i wartości ,jakimi kieruje się podmiot badań, toteż podejście jakościowe jest tu jak najbardziej adekwatne. Wśród metod jakościowych autorka wymienia za A.Wyką otwarty wywiad pogłębiony, metodę biograficzn, obserwację uczestniczącą oraz jakościową analizę treści.
środa, 7 kwietnia 2010
Biała Masajka - Corrine Hoffman
W jednej chwili dziewczyna podejmuje decyzję, że nie wraca do Europy, tylko zostaje ze "swoim Masajem". Wielkie, odurzające uczucie prowadzi Corinne do dzikiego buszu i skłania do zamieszkania w masajskiej wiosce u boku swego ukochanego wojownika Samburu-Lketingi, co wiąże się również z całkowitą zmianą stylu życia i zerwaniem z dotychczasowym sposobem myślenia.
Książka jest relacją z ponad czteroletniego życia w kenijskim buszu, gdzie "Biała Masajka" Corinne doświadczyła wielkiego szczęścia, ale i posmakowała goryczy porażki, bezsilności i rozczarowania. Niemal każdego dnia musiała zmagać się z afrykańską biurokracją, posuniętą nierzadko do granic absurdu, dzikimi i niehumanitarnymi praktykami obyczajowo-religijnymi, z obrzezaniem młodych dziewcząt na czele, a także z budowaniem trudnej małżeńskiej relacji ze swoim mężem. Początkowo wszystko było dla Corinne inne, dziwne, a codzienne zajęcia znacznie cięższe niż w jej rodzinnej Szwajcarii. Dzielnie jednak znosiła, w imię miłości do Lketingi, niewygody oraz brak wystarczającej ilości jedzenia
i wody pitnej. Wiele też zrobiła dla lokalnej społeczności, którzy widzieli w mzungu ( biały) kogoś, kto jest w stanie ich nakarmić i sprawić, aby życie było lżejsze. Z czasem jednak problemy i nieporozumienia z mężem brały górę, a nasiliły się jeszcze bardziej po narodzeniu córki Napirai, co ostatecznie skłoniło Corinne do opuszczenia Kenii...na zawsze.
Czytając książkę, odnosi się wrażenie, że jest ona przestrogą. Historia Corrine i Lketingi pokazała, że w zderzeniu tak skrajnie różnych kultur prezentujących odmienne spojrzenie na praktycznie wszystkie dziedziny życia, małżeństwo nie ma prawa bytu. Ani Corinne, ani Lketinga nie potrafili do końca wyzbyć się swojego tradycyjnego myślenia i całkowicie otworzyć na kulturę małżonka. Corinne jeszcze jakoś sobie radziła, natomiast Lketinga, zbyt mocno przywiązany do tradycji i obyczajowości Samburu, nie był w stanie uczynić tego dla swojej żony.
Tłem burzliwej miłości jest Afryka. Nie Afryka podziwiana przez pryzmat pięciogwiazdkowych hoteli i wycieczek na Safari, lecz Afryka dzika, tajemnicza i przede wszystkim niebezpieczna, ale jednocześnie piękna, pociągająca oraz kusząca wachlarzem barw i zapachów. Dzięki autorce czytelnik ma szansę doświadczyć, przynajmniej w niewielkim stopniu jej atmosfery i klimatu. Czytając opisy wschodów słońca, ma się wrażenie, że stoi się tuż obok Corinne i widzi dokładnie to samo co ona, a zwyczaje, które słowem naszkicowała w książce stają przed oczami jak żywe. Książka zatem jest bardzo realistyczna, nie pozbawiona humoru, ale i pełna dramatyzmu, wynikającego z nieumiejętności całkowitego wtopienia się w masajską kulturę i obyczajowość. To co raziło Coranne z humanitarnego punktu widzenia, dla Lketingi i jego najbliższych było najzupełniej normalne, co więcej nieprzestrzeganie surowych zasad prowadziło do śmieszności i wykluczenia społecznego. Nawet jednostki światłe i wykształcone, których przedstawicielem jest James-brat Lketingi, nie mają szans, aby porządek rzeczy, uznany w mentalności samburskiej jako święty, zmienić lub przynajmniej ograniczyć. Bez wątpienia książka zainteresuje każdego, kto chociaż skrycie marzy o poznaniu Afryki i jej kultury, a świetna, lekka narracja uczyni czytelnika towarzyszem Coranne podczas jej czteroletniego pobytu w kenijskim buszu. Warto sięgnąć po „Białą Masajkę" oraz jej kontynuacje „ Żegnaj Afryko" i „Moja afrykańska miłość", aby poczuć prawdziwą Afrykę otoczoną aurą dzikości, tajemniczości, ale nade wszystko piękna i majestatu.
środa, 31 marca 2010
Podróż Bena- Doris Lessing

Rewelacyjna kontynuacja nagrodzonego Literacką Nagrodą Nobla Piątego dziecka. Napisana z wielkim wyczuciem, delikatnością, ale jednocześnie ukazująca w niezwykle dobitny sposób samotność, odmienność oraz brak umiejętności funkcjonowania w otaczającej rzeczywistości.
Osiemnastoletni już Ben w dalszym ciągu walczy o przetrwanie. Jako człowiekowi, który swoim wyglądem wzbudza ciekawość, pogardę, obrzydzenie, a nawet agresję nie łatwo znaleźć przyjaciół, na których mógłby liczyć w trudnych chwilach. Tylko nieliczni, wiedzeni współczuciem, wyciągają do Bena pomocną dłoń i otaczają go swoją opieką. Szczególnie bliskie są mu pani Biggs - staruszka, która mimo własnego niedostatku dzieli się z Benem tym co ma oraz Teresa, chroniąca chłopaka przed ludźmi, pragnącymi zrobić mu krzywdę lub wykorzystać do niecnych celów.
Usiłując załatwić urzędowe sprawy,co niestety w przypadku Bena jest niezwykle skomplikowane, spotyka przez przypadek krętacza Johnstona, który widząc chłopaka knuje w głowie plan, by wykorzystać "dziwoląga" do przewiezienia narkotyków do Francji. I tak rozpoczyna się "podróż" Bena, która przyniesie mu wiele trudnych i niezrozumiałych dla niego sytuacji, ale i nadzieję na spotkanie podobnych sobie ludzi. Nie chciałabym zdradzać treści, ani tym bardziej zakończenia, dlatego napiszę tylko, że książka, mimo niewielu stron, jest niezwykle bogata w treść, czasem wzbudzająca złość, ale nade wszystko smutna i poruszająca. Ukazuje ludzi w bardzo złym świetle, jako istoty, które za wszelką ceną dążą do realizacji własnych, często niezbyt czystych celów, zazwyczaj kosztem innych ludzi, zwłaszcza słabszych i bezradnych. Czytając książkę byłam nie tylko pełna podziwu dla Lessing, która potrafi pisać o rzeczach ważnych w zwięzły lecz dobitny sposób, ale i pełna nadziei, że nasz świat wypełniają też ludzi, nie patrzący obojętnie na niesprawiedliwość i krzywdę.
wtorek, 23 marca 2010
Żona podróżnika w czasie - Audrey Niffenegger
środa, 17 marca 2010
Ono-Dorota Terakowska
Tytułowe Ono odnosi się do początkowo niechcianego dziecka, które dwudziestoletnia Ewa, na skutek gwałtu, nosi pod swym sercem. Wiedziona rozpaczą, przerażeniem i presją małomiasteczkowego środowiska, postanawia dokonać aborcji. Jest już właściwie zdecydowana na zabieg, kiedy odkrywa, że Ono słyszy i co więcej, w specyficzny dla siebie sposób, odpowiada. Ewa zaczyna do niego mówić, opowiada o sobie, o tym, jak zaszła w ciążę, snuje marzenia, słowem dokonuje rozliczenia własnego życia. Nawet nie spostrzega jak dziecko staje się integralną częścią niej samej. Ewa dorastała w rodzinie nie do końca funkcjonalnej, która uległa dużej atomizacji, a każdy jej członek żyje jakby w swoim świcie - ojciec zamknięty w swoim pokoju słucha muzyki, matka niemal cały czas ogląda seriale i marzy o lepszym życiu pełnym splendoru i prestiżu, a młodsza siostra biega nie wiadomo gdzie. Nie trudno się domyślić jaki wpływ wywiera na Ewę rodzina i jej życiowe wybory. Jak już pisałam nie pamiętam detalów tej książki, ale jedna scena utkwiła w mojej pamięci i skłoniła do naprawdę gorzkiej refleksji. Otóż młodsza siostra Ewy przychodzi do domu i z wypiekami na twarzy oznajmia rodzicom, że wyjeżdża z klasą na wycieczkę do Krakowa. Na co ucieszony Ojciec - wrażliwy i inteligentny człowiek zaczyna snuć opowieść o pięknych krakowskich zabytkach, o Kościele Mariackim, Wawelu, starym Kazimierzu, podkreślając jednocześnie, że warto to wszystko zobaczyć. Niestety, zostaje sprowadzony na ziemię stwierdzeniem, że owa klasa wcale nie jedzie zwiedzać Krakowa tylko do mutlipleksu na Harrego Pottera, bo kogóż obchodzą jakieś starocie. Podekscytowanej małej towarzyszy matka, która jest zdania, że jej córka nie może być gorsza i też pojedzie, chociażby dlatego, aby móc pochwalić się koleżankom, że była w centrum handlowo-rozrywkowym. Kiedy to przeczytałam byłam zszokowana, nie tyle zachowaniem dziewczynki, co postawą matki, dla której kolorowy świat hipermarketu jest symbolem władzy, prestiżu i luksusu. Naprawdę polecam tę książkę, traktującą o naprawdę przykrych sprawach z lekką dozą humoru, ale jednocześnie ukazującą brutalność życia, na którą nie zawsze mamy wpływ. Poza tym zakończenie jest naprawdę ZASKAKUJĄCE :)
poniedziałek, 8 marca 2010
Katedra w Barcelonie - Ildefonso Falcones
I.Falcones w sposób niezwykle barwny ukazuje panoramę pięknej czternastowiecznej Barcelony wraz z okrutnymi prawami, którymi się rządzi. Nie brakuje tu naturalistycznych opisów wojen, epidemii, biedy i głodu. Zaś w szczególny sposób została skrytykowana Święta Inkwizycja-instytucja, która pod zasłoną troski o dusze wiernych, chciwie dąży do realizacji własnych, często nie mających nic wspólnego z zasadami chrześcijaństwa, interesów, a ludzie pokroju Arnaua służą jedynie jako szczeble w drabinie do celu.
Pomimo wielu negatywnych komentarzy i opinii, uważam powieść za godną polecenia. Oczywiście nie jako źródło naukowej wiedzy czy studium ludzkiej natury, ale przyjemną lekturkę do poduszki.
czwartek, 4 marca 2010
Anna Karenina - Lew Tołstoj
Powieść ma jakby dwie osie akcji.
Pierwszą jest zakazana miłość tytułowej Anny i Aleksego Wrońskiego, która w zderzeniu z konserwatywną obyczajowością XIX-wiecznej Moskwy praktycznie nie ma prawa bytu. Anna, decydując się na porzucenie męża i synka skazała siebie na potępienie i wykluczenie z wszelkich kręgów towarzyskich wokół których skupia się całe życie moskiewskiej i petersburskiej arystokracji.
Drugą oś wyznacza życie spokojnego ziemianina, dziedzica Konstantego Lewina oraz jego żony Kitty Szczerbackiej, niegdyś upokorzonej przez Wrońskiego, którzy na rosyjskiej wsi odnaleźli swoją oazę spokoju. Całość wypełniają postacie poboczne, ale nie mniej barwne, frapujące czy czasem wręcz zadziwiające swoją głupotą, fałszywą religijnością czy nadmierną dbałością o konwenanse.
Osobiście uważam, że najciekawszą i zarazem najbardziej wyrazistą postacią jest, nie kto inny jak piękna Anna. Zagłębiając się w jej psychologiczny portret naszkicowany przez Tołstoja na kartach powieści, trudno jednoznacznie stwierdzić, czy jest bohaterką pozytywną czy nie. Z jednej strony, opuszczając męża i syna, a łącząc się z Wrońskim, rozbiła swoją rodzinę oraz zniweczyła szansę Kitty na dobre zamążpójście, które zagwarantowałby jej właśnie Wroński. Z drugiej jednak trudno nie podziwiać za odwagę i determinację w dążeniu do własnego szczęścia. Pomimo ogromnej samotności i kpin kierowanych pod jej adresem, czytając książkę miałam wrażenie, że dla wielu kobiet, które oficjalnie opowiedziały się za piętnowaniem Anny, Karenina stała się uosobieniem głęboko skrywanych marzeń, wolności oraz zerwania jarzma konwenansów. Dla mnie Anna w dalszym ciągu pozostaje postacią, wobec której mam mieszane uczucia, co jednak nie przeszkadza, aby umieścić ją na liście moich ulubionych książkowych bohaterów.
poniedziałek, 1 marca 2010
Piąte dziecko-Doris Lessing

Doris Lessing mająca już na swoim kącie wiele nagród literackich, doczekała się tej najbardziej prestiżowej -Nagrody Nobla w kategorii literatura. W 2007 roku Akademia Szwedzka postanowiła wyróżnić Lessing za przejmującą książkę Piąte Dziecko i jej kontynuację pod tytułem Podróż Bena. Czy słusznie- nie wiem. Jedno jest pewne. Nie można przejść obok tej pozycji obojętnie.
Opowieść ta do pewnego momentu jest sielanką. Herriet i David -ludzie pod względem światopoglądu nieco odmienni od swoich rówieśników- poznają się na firmowym przyjęciu i w bardzo krótkim czasie postanawiają założyć wielką, szczęśliwą rodzinę, której nigdy nie dotknie jarzmo bólu i cierpienia. Biorą ślub, wbrew rozsądkowi i możliwościom finansowym, kupują wielki, wiktoriański dom, który z powodzeniem mógłby pełnić rolę hotelu, oraz wydają na świat liczne potomstwo. Ich olbrzymi dom wypełnia się dziećmi, rodzicami, którzy z całych sił wspierają Davida i Herriet oraz rodziną licznie zjeżdżającą się na każde święta i wakacje. Słychać tam radosne krzyki malców, rozmowy dorosłych oraz czuć atmosferę rodzinnego ciepła. Jednak do czasu.
Z momentem przyjścia na świat odmieńca Bena, którego nie potrafią zdiagnozować nawet lekarze, życie rodziny zmienia się w koszmar. Tytułowy Ben to dziecko inne – zbyt rozwinięte jak na swój wiek , dysponujące olbrzymią siłą fizyczną, a jedynymi uczuciami jakie żywi dla otoczenia są złość i nienawiść. To wszystko sprawia, że Herriet, bezsilna wobec wyzwanie rzuconego przez los, postanawia oddać Bena do ośrodka opiekuńczego, po czym, wiedziona silnym uczuciem macierzyńskim, zabiera go z powrotem do domu, co ostatecznie rozbija niegdyś kochającą się rodzinę. Książka, a właściwie książeczka, bo liczy sobie tylko trochę ponad 140 stron, jest refleksją nad ogromną miłością matki do dziecka, nawet dziecka, które wymyka się kanonom klasycznego piękna i oczekiwaniom otoczenia. Sama Herriet zostaje również napiętnowana, oskarżana o urodzenia „takiego” dziecka i praktycznie wykluczana z kręgów towarzyskich, których członkowie chcą uchodzić za ludzi nowoczesnych i tolerancyjnych. Właściwie nie istnieją dla niej inne sprawy –tylko „biedny Ben”. Nawet pozostałe potomstwo plasuje się daleko poza „widnokręgiem” Henriet.
Lessing w dobitny sposób ukazuje, jak jedno wydarzenie może zachwiać rodzinnym szczęściem, zniweczyć plany i doprowadzić do jej niechybnego rozpadu. W dodatku Lovattowie pozostają niemal sami na polu walki, wspierani jedynie przez matkę Herriet- Dorotę, która niemal całe swoje życie podporządkowała rodzinie córki oraz ojca Davida, finansującego większość przedsięwzięć syna i jego najbliższych.Bez wątpienia, książka w smutny sposób traktuje o samotności, bezradności i walce o każdy następny dzień, zarówno pod względem finansowym, jak i emocjonalnym. Oprócz tego, daje jasno do zrozumienia, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu, co udowadnia postawa większości ludzi, niegdyś tak chętnie odwiedzających wiktoriańską oazę miłości i ciepła Davida i Herriet.
Piąte dziecko to pozycja bardzo dobra, o ile nie wybitna, polecana szczególnie tym, którzy lubą dobrą, aczkolwiek nie bardzo wyrafinowaną prozę, trudne tematy oraz odrobinę rodzinnego ciepła w jednym. Czytając prozę Lessing, z niecierpliwością oczekuje się kolejnych stron, aż niespostrzeżenie dochodzi się do końca. Kto przeczyta Piąte dziecko z pewnością sięgnie po kontynuację – Podróż Bena.
czwartek, 25 lutego 2010
Kto czyta, żyje podwójnie

Chyba nie trzeba nikogo specjalnie przekonywać, że czytanie rozwija. Naukowcy już dosyć dawno udowodnili, że osoby często i regularnie sięgające po lekturę robą mniej błędów ortograficznych czy interpunkcyjnych oraz łatwiej budują zdania zarówno przy wypowiedzi ustnej, jak i pisemnej. W kontekście tego można stwierdzić, że czytanie, zwłaszcza książek, przynosi wielorakie korzyści. Dla mnie książka jest oderwaniem się od szarej, często niesprzyjającej rzeczywistości i wkroczenie w świat barwny, czasem przerażąjący, a jeszcze kiedy indziej pełen nadziei i optymizmu. Dlatego też znana maksyma Umberta Eca "Kto czyta książki, żyje podwójnie" jest w moim odczuciu bardzo trafna i zachęcająca do sięgania po coraz nowsze pozycje, które w cudowny sposób przeniosą nas w świat bohaterów, których sami sobie, w naszych głowach, wykreujemy.
Postanowiłam założyć bloga, na którym będę starała się zamieszczacz krótkie refleksje po przeczytanych książkach i dokonywać subiektywnej oceny czy danej pozycji warto poświęcić swój czas, czy może lepiej sobie podarować. Zaznaczam, że nie jestem literaturoznawcą ani filologiem. Po prostu lubię książki :)
