środa, 26 maja 2010

Heban- Ryszard Kapuściński


Heban to książka, która wprowadziła mnie kilka lat temu w twórczość, nie żyjącego już niestety, Ryszarda Kapuścińskiego i zachęciła do lektury innych jego pozycji. Na początku swojej pracy, wydanej w 1998 roku jako zbiór niekoniecznie powiązanych ze sobą reportaży, Kapuściński zaznacza, że "... nie jest to więc książka o Afryce, lecz o kilku ludziach stamtąd, o spotkaniach z nimi, czasie wspólnie spędzonym. Ten kontynent jest zbyt duży, aby go opisać...". Słowa te podkreślają charakter podróżniczych poszukiwań, których celem jest dotarcie do człowieka Czarnego Lądu, jego patrzenia na świat i sposobu funkcjonowania w otaczającej rzeczywistości. Z kart reportażu wyłania się jednak obraz jakiegoś wycinka Afryki i nie jest to bynajmniej Afryka widziana przez pryzmat pięciogwiazdkowych hoteli i kolorowych folderów biur podróży oferujących niezapomniane safari, ale Afryka dzika, biedna, gdzie dla wielu łyżka ryżu to wciąż luksus, a konflikty zbrojne na stałe wpisały się w codzienne życie. Czytając ją z perspektywy "białego", który wielu Afrykańczykom jawi się jako człowiek bogaty, mogący pomóc wyrwać się z poniżającej biedy i niedostatku, łatwo zauważyć ogromne różnice i to różnice na poziomie cywilizacyjnym. Świetna książka, owoc wytężonej pracy i zainteresowań Kapuścińskiego, a także ryzyka jakie podjął, aby ukazać światu problemy współczesnej Afryki. Warto przeczytać, gdyż jest to jedna z tych książek, które z pewnością czytelnika nie znudzą, a zachęcą do zgłębienia twórczości autora.

Post ten stanowi to, co we mnie zostało z przeczytanego wiele lat temu Hebanu :)

środa, 19 maja 2010

Pani Bovary - Gustave Flaubert

Pani Bovary to literatura odważna, rewolucyjna jak na czasy, w których tworzył Gustave Flaubert- francuski pisarz urodzony w 1821 w Rouen. Wydania w 1857 roku powieść wstrząsnęła francuskimi czytelnikami oraz wywołała niemałe oburzenie wśród środowisk stojących na straży moralności i dobrych obyczajów.
Po śmierci żony Helojzy, Karol Bovary czuje się przygnębiony, ale jednocześnie wolny. Chcąc zwalczyć poczucie osamotnienia, staje się częstym gościem domu pana Rouault, gdzie poznaje jego córkę Emmę, którą niebawem prosi o rękę po czym zostaje przyjęty zarówno przez samą dziewczyną, jak i jej ojca. Po hucznym weselu życie wraca do normy, a wraz z nim topnieje uczucie Emmy wobec Karola. Młoda pani Bovary zdaje sobie sprawę, że nie darzy mało atrakcyjnego małżonka miłością, ani nawet sympatią, wobec czego, bez wyrzutów sumienia, zaczyna snuć fantazje o idealnej, romantycznej miłości i spędzeniu życia u boku znacznie ciekawszego i nietuzinkowego mężczyzny, a czytając tkliwe romanse jeszcze bardziej utwierdza się w przekonaniu, że jej małżeństwo to fatalna pomyłka. Jednocześnie, chcąc upodobnić się do bohaterów czytanych powieści oraz francuskiej arystokracji, z którą ma styczność na balu u
markiza d'Andervilliers, Emma staje się bardzo rozrzutna, "inwestując w siebie" ciężko zarobione pieniądze Karola, który zwodzony jej kłamstwami i zmyślonymi historiami daje spokój dociekaniom. Nie trudno się domyślić, że historia kończy się dla Emmy bardzo tragicznie.
Książka bardzo dobra, jak większość pozytywistycznych powieści, piętnująca rozrzutność, życie ponad stan oraz niewierność małżeńską i wszelkie oszustwo. Ukazuje, że połączenie tych wszystkich postępków nie może wyjść winowajcy na dobre. Ponadto płynna, wartka narracja połączona z wyrażeniami, które dawno wyszły już z użycia oraz barwnymi opisami rzeczywistości dodają powieści realizmu Bardzo chętnie sięgam po tego typu powieści, zarówno angielskie, francuskie, jak i polskie. Kto następny? Może Stendhal

poniedziałek, 10 maja 2010

Mazurska saga Małgorzaty Kalicińskiej




Mazurska trylogia Małgorzaty Kalicińskiej zyskała ogromną popularność wśród polskich czytelników. Co jednak jest podstawą tak ogromnego sukcesu? Piękne mazurskie krajobrazy, magia przyrody czy może ciepła rodzinna atmosfera domu nad tytułowym rozlewiskiem? Czytając poszczególne części, a przyznać muszę, że lektura była bardzo relaksująca i wciągająca, miałam wrażenie, że wszystkie wyżej wymienione elementy miały wpływ na wysoką poczytność książek, ale stanowiły tylko tło dla znacznie ciekawszych postaci i trochę mniej absorbującej fabuły.
Pierwszą książką, wydaną w w 2006 roku jest
Dom nad rozlewiskiem,
do którego wprowadza się Małgosia- główna bohaterka, która na skutek niespodziewanej utraty pracy w prestiżowej agencji reklamy i coraz chłodniejszych relacji z mężem, postanawia odbudować, dawno przekreślone przez wszystkich, relacje ze swoją matką Basią. Porzuca wygodne warszawskie życie i przenosi się na mazurską wieś, gdzie dosyć szybko wtapia się w lokalną społeczność oraz układa stosunki ze swoją "nową" mamą oraz opóźnioną w rozwoju i nieufną ciotką Kaśką. Otoczona pięknymi krajobrazami, klimatem swojskiego domu i sympatią okolicznych mieszkańców, Gosia postanawia przenieść swoje życie i zostać, ku radości Basi, mieszkanką chaty nad rozlewiskiem. Czy uda się Basi i Gosi odnaleźć wspólny język i wyjaśnić dlaczego Gosia została przez mamę odrzucona? Tak, ale następnej części pt.
Powroty nad rozlewiskiem, w której czytelnik zapoznaje się z dziejami domu, okolicznościami, w jakich rodzina Małgorzaty w nim zamieszkała oraz wczytuje się w historię samej Basi, ukazującej przyczyny jej nieobecności w życiu córki. Książka, moim zdaniem, znacznie ciekawsza, bardziej absorbująca i realna z wieloma retrospekcjami i oddzielnymi opowieściami. Niestety trzecia część Miłość nad rozlewiskiem trochę mnie rozczarowała, a ocenić ją mogę tylko używając określenia "nawet fajna". Postać Gosi zeszła w niej na drugi plan, a jej miejsce zajęła Paula -przyjaciółka Marysi ( córki Małgorzaty). Miłość... to już inna opowieść ukazująca życie z perspektywy wspomnianej Pauli i jej sposobu patrzenia na świat. Znacznie bardziej przewidywalna i trochę banalna. Myślę, że warto sięgnąć po całą trylogię, zwłaszcza, że poszczególne jej części wzajemnie z siebie wynikają, więc czytanie ich bez zachowania kolejności sprawiałoby wrażenie wyrwania z kontekstu i ogólnego bałaganu. Niemniej polecam, chociażby ze względu na silne kobiece postacie z Małgorzatą, Basią, Paulą i sklepikarką Elwirą na czele oraz rodzinną atmosferę tytułowego domu.

piątek, 7 maja 2010

Kiedy świat sięzatrzymał.63 dni w Watykanie z Piotrem Kraśko- Piotr Kraśko

"O 21.37 nasz kochany Ojciec Święty powrócił do domu Ojca". Tymi słowami arcybiskup Leonadro Sandri obwieścił światu informację o śmierci Jana Pawła II, która poruszyła miliony osób na całym świecie. W kościołach rozbrzmiały dzwony, w oknach zapłonęły świece, a ludzie zgromadzeni w różnych miejscach, najliczniej zaś na Placu Św. Piotra, pogrążyli się w modlitwie i żalu, opłakując śmierć Papieża Polaka, który swoim życiem dał wyraz wielkiej miłości do Boga i człowieka.
Śmierć Ojca Świętego była momentem kulminacyjnym, a także następstwem jego choroby i cierpienia. Książka Piotra Kraśko wydana jakiś czas po odejściu Głowy Kościoła ( nie pamiętam dokładnie daty) jest swoistą relacją z tego okresu. Opisuje wymowę i dramatyzm tych wydarzeń, ukazując stopniowe wygasanie Jana Pawła II. Skonstruowana jak dziennik, daje poczucie bezpośredniego uczestnictwa w ostatnich chwilach Papieża oraz pełen obraz tego, co działo się na przełomie marca i kwietna 2005 roku w Watykanie.

Niezwykle ciekawa, napisana rzeczowymi i profesjonalnym, ale zarazem bardzo prostym językiem oraz budująca atmosferę napięcia publikacja zasługuje na uwagę i poświęcony jej czas. Kiedy ją czytałam, a było to prawie 4 lata temu, ukazał mi się dostojny watykański świat, z osobą Ojca Świętego w centrum, na który zwrócone były oczy całego świata. Do tej pory mam w pamięci tę książkę i przypuszczam, że jeszcze kiedyś do niej powrócę. Póki co pozostaje mi tylko ją polecić i pogratulować Piotrowi Kraśko dobrej i sprawiającej wrażenie rzetelnej roboty roboty.

czwartek, 6 maja 2010

Baby - Antoni Czechow

Antoniego Czechowa do tej pory kojarzyłam głównie z Wiśniowym sadem i kilkoma innymi sztukami teatralnymi. Jednak nie tylko sztuki znajdują się w dorobku rosyjskiego klasyka, ale również obrazki, nowele i opowiadania. Utwory Czechowa, pomimo tego, że nasycone są komizmem, to jednak mają głęboką wymowę społeczną, ukazującą ponurą prawdę o warunkach życia w carskiej Rosji.
Tom opowiadań Baby w humorystyczny sposób przedstawia kobiety ich potrzeby, sposób myślenia i ...wady. Począwszy od egzaltowanej księżnej pani, poprzez trzpiotkę Olgę i żonę wysokiego urzędnika Annę, na prostych wiejskich babach kończąc. Każda z nich jest inna. Najbardziej spodobały mi się dwa pierwsze opowiadania: o Księżnej Pani żyjącej w samouwielbieniu, zupełnie nie zauważając swoich wad i Oldze Iwanownej, której sztuki piękne i chęć zawierania znajomości z wybitnymi osobistościami przesłoniły realne, przyziemne życie.
Czechow nie szczędzi również pod adresem płci pięknej kąśliwych uwag oraz daje do zrozumienia, że bardzo często to właśnie one są przyczyną zguby mężczyzn również tych statecznych. Świetna proza, barwne postacie, zabawny chociaż nieco anachroniczny język oraz charakterystyczne dla tamtego okresu zwroty i modele zachowań. Wszystko to sprawia, że książkę czyta się naprawdę szybko i z dużą przyjemnością. Nie znuży czytelnika, wręcz przeciwnie, sprawi, że czas spędzony z "Babami" będzie fajną rozrywką.

piątek, 30 kwietnia 2010

Akademia Księżniczek- Shannon Hale

Czy nie będąc już nastolatką,ba, nawet nie zaliczając się za bardzo do młodzieży (chociaż według niektórych młodość to stan ducha, a nie metryki) wypada sięgać po książki tzw. młodzieżowe. Otóż według mnie wypada.Przecież nie wszystkie tytuły swoim poziomem zbliżone są do serii "Pamiętnik Księżniczki", która nawiasem mówiąc jest nieco infantylna.Wiele jest przecież książek, które podejmują naprawdę ważne i ponadczasowe problemy, aktualne dla każdej grupy wiekowej. Przykładem takiej pozycji jest"Akademia Księżniczek" Shannon Hale. Mimo iż tytuł mógłby wskazywać na związek z wyżej wymienioną serią, to zupełnie ( na szczęście) nie ma z nią nic wspólnego. Akademia Księżniczek to prosta, ale zarazem bardzo wymowna historia małej mieszkanki biednej, górskiej wioski leżącej u podnóża góry Eskel -Miri, która pewnego dnia zostaje wezwana wraz z innymi dziewczętami do tytułowej Akademii w celu odbycia kursu na przyszłą księżniczkę. Życie w szkole nie jest łatwe. Codziennie zmagania z lekcjami dykcji, czytania, ogłady czy ekonomii oraz znoszenie kaprysów guwernantki Olany sprawiają, że Miri coraz mniej pragnie zostać księżniczką, a wrócić do wioski, gdzie czekają na nią kochający ojciec i siostra. Jak potoczą się losy dziewczynki? Czy zostanie księżniczką? Odpowiedzi należy szukać w książce, którą warto polecić każdej dorastającej dziewczynie i przekonać, że warto czasem zawalczyć i zostać księżniczką, chociażby dla samej siebie. Poza tym opowieść jest afirmacją prostego życia opartego na tradycyjnych wartościach takich jak rodzina, przyjaźń oraz przywiązanie do rodzinnych stron i lokalnej wspólnoty ludzi, w otoczeniu której spędziło się większość życia. Książka w baśniowy sposób opowiada o odwadze i lojalności, a także pierwszych uczuciach rodzących się między chłopakiem i dziewczyną. Warto mieć tę książkę w pamięci, aby móc polecić ją młodszym czytelnikom.

wtorek, 27 kwietnia 2010

Madame-Antoni Libera

Czytając Madame Antoniego Libery do końca nie wiadomo, z jakim gatunkiem ma się do czynienia. Jak słusznie zauważył Stanisław Barańczak, książkę "można czytać naraz jako thriller, fascynującą historię miłosną, a także jako komiczną powieść polityczną i społeczną satyrę". Z tym thrillerem to może trochę przesada, ale pozostała część stwierdzenia jak najbardziej adekwatna. Głównym bohaterem i jednocześnie narratorem jest niepokorny, poniekąd zbuntowany, starający się na każdym niemal kroku wyrażać swój sprzeciw wobec panującej rzeczywistości, ale nade wszystko szaleńczo inteligentny dziewiętnastolatek, którego imienia czytelnik nie poznaje. Książka świetna aczkolwiek niezbyt łatwa z odbiorze. Wymaga skupienia, a czasem nawet konfrontacji z innymi źródłami wiedzy. Niemniej zmusza do myślenia i refleksji. Uznawana za literaturę elitarną, a więc przeznaczoną dla czytelnika mającego dosyć obszerną wiedzę w tym wypadku z zakresu muzyki i literatury lub sporo samozaparcia, aby w trakcie lektury uzupełniać swoje braki.
Główną osią powieści jest niemal obsesyjna fascynacja głównego bohatera swoją piękną i nietuzinkową, jak na peerelowskie warunki, nauczycielką języka francuskiego, która zawładnęła sercem, ale przede wszystkim umysłem młodego człowieka. Od tego czasu bohater bez imienia (niewykluczone, że jest nim sam autor) bawi się w detektywa i stara się poznać, nierzadko podstępem, jak najwięcej faktów z życia tytułowej Madame. Snuje wyobrażenia i domysły na jej temat, a aluzjami i niedomówieniami daje do zrozumienia, że jest dla niego wyjątkową kobietą.
Porywająca opowieść o potrzebie marzenia, o wierze w siłę słowa i o naturze mitu, którego ziarno kryje się w życiu każdego człowieka. Dawno nie czytałam tak dobrej, ale i wymagającej książki, co zawdzięcza się również zabawnej, płynnej i niebanalnej stylistycznie narracji ze swobodnie wplecionymi słowami uznawanymi dzisiaj już za anachroniczne. Naprawdę warto przeczytać.

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

4 czerwca - Joanna Sczepkowska

"Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm". Te słynne słowa, wypowiedziane przez aktorkę Teatru Telewizji Joannę Sczepkowską w Dzienniku Telewizyjnym, wywołały prawdziwe poruszenie wśród społeczeństwa. Ludzie wpatrywali się w ekran, nie bardzo wiedząc jak to zdanie skomentować. Co jednak skłoniło Szczepkowską do wypowiedzenia tak znaczących i zaskakujących słów? Na to pytanie odpowiedzi udzieli książka, którą napisała 20 lat po swoim nieoczekiwanym wystąpieniu. Zawarła w niej wiele swoich przemyśleń na temat komunistycznej rzeczywistości, kilka anegdot oraz opisów wydarzeń, które wpłynęły na jej intelektualny i światopoglądowy rozwój.
4 czerwca, można powiedzieć, że jest czymś w rodzaju autobiografii, pomimo, że swoją formą zupełnie na to nie wskazuje. Poukładane chronologicznie króciutkie opisy różnych wydarzeń i związane z nimi refleksje tworzą pewną całość. Początkowe rozdzialiki pisane są z perspektywy dziecka, które nie do końca rozumie znaczenie słów zasłyszanych w rozmowach dorosłych, zwłaszcza rodziców - przeciwników panującego systemu. Wraz z upływem lat, wpisy stają się coraz bardziej dojrzałe, ukazując tym samym rozwój Szczepkowskiej uwidoczniony w samodzielnej interpretacji zaistniałych wydarzeń. Czytelnik śledzi polityczne zaangażowanie aktorki, jej udział w wielu ważnych wydarzeniach ( marzec 1968) oraz relacje z najważniejszymi osobami ówczesnej opozycji z Jackiem Kuroniem na czele. Co ważne publikacja nie jest tylko suchym przeglądem historycznych zdarzeń i interpretacją ich konsekwencji, ale raczej ciepłym opisem panujących wtedy warunków życiowych Polaków. Tęsknotą za kolorowym światem z pocztówek słanych za granicy, za smakiem czekolady Milki, która w porównaniu z polską masą czekoladopodobną, miała niebiański smak czy modnymi ubraniami prosto z paryskich jurnalów. Książka miła i prosta w odbiorze, podająca najważniejsze daty w przystępnej formie. Zainteresuje chyba każdego,komu, chociażby przez krótki okres, przyszło żyć w komuniźmie, który poczuł jego klimat oraz doświadczył charakterystycznych dla tamtego czasu, absurdów.

czwartek, 8 kwietnia 2010

Szkic do portretu Ślązaczki - Elżbieta Górnikowska- Zwolak

Feminizm to problem, który w dzisiejszych czasach, kiedy kobieta na równi z mężczyzną może aktywnie uczestniczyć w życiu społecznym, zyskał na popularności. Wielu autorów podjęło się analizy tego zjawiska. Wśród nich znalazła się także Elżebieta Górnikowska-Zwolak, która była jednocześnie moją wykładowczynią (nie lubiła kiedy używano wobec niej męskiej formy tego wyrazu). Otóż pani Górnikowska napisała swojego czasu książkę pt. Szkic do portretu Ślązaczki, którą przyszło mi, w ramach zaliczenia przedmiotu, zrecenzjować. Powracam czasem do tej pozycji i polecam wszystkim, którzy w jakiś sposób związani są z kulturą Górnego Śląska, jego gwarą lub po porstu chcą dowiedzieć się czegoś więcej na temat tradycyjnego życia śląskiej kobiety sprzed ponad stu lat. Publikacja niezwykle ciekawa, łącząca w sobie zagadnienia stricte naukowe, ale i "życiowe" uwidocznione w rozmowach z starszymi przedstawicielkami śląskiej kultury.
Książka składa się z czterech rozdziałów. W pierwszym autorka ogólnie zapoznaje czytelnika z problemem jaki podjęła . Pisze czym jest feminologia (inaczej studia kobiece) i feminizm. Wyjaśnia także stosunkowo nowe pojęcie- seksizm oraz zastanwia się na przyczynami nieobecności kobiet w historii, zgadzając się z poglądami innych feministek, w tym z Sue Maysield -autorką książki Women and power, którą we wstępie cytuje, iż kobietom poświęca się po prostu mało uwagi. Ważną rzeczą, jaka została tu również uwzględniona to feministyczna lingwistyka. Autorka stwierdza, bazując na poglądach historyczki Mary Beard, że niejednoznaczność nazw i terminów, które sugerują gramatycznie, że ma się do czynienia z osobą płci męskiej stanowią poważny problem, który bardzo łatwo dzisiaj zauważyć. W drugim rozdziale Elżbieta Górnikowska - Zwolak przedstawia metody badań własnych, cel pracy jakim głównie jest rekonstrukcja życia i osobistych przeżyć Ślązaczki, a także obszar na którym badania zostały przeprowadzone. W tej pracy autorka zastosowała badania jakościowe, gdyż przedmiot badań nie jest czymś obiektywnym i mierzalnym. Bardzo ciężko zmierzyć wspomnienia, przeżycia i wartości ,jakimi kieruje się podmiot badań, toteż podejście jakościowe jest tu jak najbardziej adekwatne. Wśród metod jakościowych autorka wymienia za A.Wyką otwarty wywiad pogłębiony, metodę biograficzn, obserwację uczestniczącą oraz jakościową analizę treści.

Trzeci rozdział to swoisty opis realiów życia na Górnym Śląsku na przestrzeni wielu lat. Opisując typową śląską rodzinę, w której głową i niepodważalnym autorytetem był ojciec górnik bądź hutnik, autorka szczególnie skupiła się na kobiecie - jej statusie i kompetencjach w rodzinie. Pozycja kobiety oczywiście zmieniała się na przestrzeni lat. W latach międzywojennych kobieta nie tylko nie była mile widziana na rynku pracy, ale również tradycja nie pozwalała jej zbytnio na podjęcie zatrudnienia. Natomiast w latach transformacji ustrojowej sytuacja ta uległa diametralnej zmianie. Kobiety mogły pracować, co więcej społeczeństwo nawet tego od nich wymagało.
Elżbieta Górnikowska - Zwolak szczególną uwagę zwróciła na przywiązanie Ślązaków do tradycji. W związku z tym przedstawiła także obraz tradycyjnej śląskiej kobiety (gdyż to ona jest głównym podmiotem badań).Zwykle przedstawiana jako gospodyni domowa, strażniczka domowego ogniska, która cały swój czas poświęca rodzinie, śląska kobieta rezygnuje z swoich pragnień i potrzeb na rzecz potrzeb swoich najbliższych. I poimo faktu, że to mężczyzna zajmuje wyższą pozycją jeśli chodzi o prestiż, kobieta zdecydowanie góruje w codziennej, realnej hierarchii władzy.Jak zauważa również Leon Dyczewski, którego opinie zostały w pracy zacytowane, to właśnie rola matki i żony jest zdecydowanie bogatsza i ważniejsza w realnej strukturze rodzinnej.
Aby nie pozostawić czytelnika tylko z suchą, przepełnioną faktami i stwierdzeniami teorią ( która również jest ciekawa) Elżbieta Górnikowska -Zwolak zamieściła w swojej pracy wypowiedzi starszych Ślązaczek , z którymi przeprowadziła wcześniej wywiady narracyjne. Rozdział czwarty, w którym owe wypowiedzi zostały umieszczone jest moim zdaniem zdecydowanie najciekawszy. Czytając ten właśnie fragment książki uświadomiłam sobie, jak wiele się zmieniło na przestrzeni tych niemal stu lat. Pytania skierowane do pań dotyczyły głównie ich dzieciństwa, dorastania, a także czasu, kiedy one same zakładały już własne rodziny. Bardzo przyjemnie czytało się wypowiedzi osób starszych, które zechciały podzielić się swoimi wspomnieniami i przeżyciami, ukazując w nich, że życie za „ich czasów" było zupełnie inne, niekiedy bardzo ciężkie, ale mimo wszystko oparte bardzo mocno na więzach rodzinnych, tradycji i religii, co powoli zaczyna na Śląsku, podobnie jak w innych regionach kraju, zanikać. Fakt ten został już wielokrotnie podkreślony przez autorkę między innymi w trzecim rozdziale, a rozdział czwarty przykładami tylko to potwierdza.
Naprawdę zachęcam wszystkich do przeczytania tej pracy, która wiele wnosi w ogólny dyskurs na temat roli kobiety w życiu rodzinnym i społecznym, a dzięki prostemu i zrozumiałemu językowi, każdy czytelnik poradzi sobie z socjologicznymi pojęciami i zagadnieniami. Jednak najbardziej polecam dwa ostatnie rozdziały, w których snują swoją opowieść same Ślązaczki, dzieląc się na swój sposób refleksjami na temat kobiecości i udziału płci pięknej w kulturze Górnego Śląska.

środa, 7 kwietnia 2010

Biała Masajka - Corrine Hoffman

Corinne Hoffman -właścicielka butiku z używanymi rzeczami przyjeżdża wraz ze swoim przyjacielem Markiem do Kenii, gdzie zamierzają spędzić cudowne wakacje. Wsiadając do samolotu, żadne z nich nawet nie przypuszcza, że ich drogi w jednej chwili się rozejdą, a życie Corinne zostanie odwrócone do góry nogami. Wszystko zaczyna się na promie płynącym do Mombasy, gdzie Corinne dostrzega w tłumie ludzi pięknego, ubranego w tradycyjny strój masajskiego wojownika, który przyciąga ją jak magnes, doprowadzając niemal do emocjonalnej ekstazy.

W jednej chwili dziewczyna podejmuje decyzję, że nie wraca do Europy, tylko zostaje ze "swoim Masajem". Wielkie, odurzające uczucie prowadzi Corinne do dzikiego buszu i skłania do zamieszkania w masajskiej wiosce u boku swego ukochanego wojownika Samburu-Lketingi, co wiąże się również z całkowitą zmianą stylu życia i zerwaniem z dotychczasowym sposobem myślenia.
Książka jest relacją z ponad czteroletniego życia w kenijskim buszu, gdzie "Biała Masajka" Corinne doświadczyła wielkiego szczęścia, ale i posmakowała goryczy porażki, bezsilności i rozczarowania. Niemal każdego dnia musiała zmagać się z afrykańską biurokracją, posuniętą nierzadko do granic absurdu, dzikimi i niehumanitarnymi praktykami obyczajowo-religijnymi, z obrzezaniem młodych dziewcząt na czele, a także z budowaniem trudnej małżeńskiej relacji ze swoim mężem. Początkowo wszystko było dla Corinne inne, dziwne, a codzienne zajęcia znacznie cięższe niż w jej rodzinnej Szwajcarii. Dzielnie jednak znosiła, w imię miłości do Lketingi, niewygody oraz brak wystarczającej ilości jedzenia
i wody pitnej. Wiele też zrobiła dla lokalnej społeczności, którzy widzieli w mzungu ( biały) kogoś, kto jest w stanie ich nakarmić i sprawić, aby życie było lżejsze. Z czasem jednak problemy i nieporozumienia z mężem brały górę, a nasiliły się jeszcze bardziej po narodzeniu córki Napirai, co ostatecznie skłoniło Corinne do opuszczenia Kenii...na zawsze.
Czytając książkę, odnosi się wrażenie, że jest ona przestrogą. Historia Corrine i Lketingi pokazała, że w zderzeniu tak skrajnie różnych kultur prezentujących odmienne spojrzenie na praktycznie wszystkie dziedziny życia, małżeństwo nie ma prawa bytu. Ani Corinne, ani Lketinga nie potrafili do końca wyzbyć się swojego tradycyjnego myślenia i całkowicie otworzyć na kulturę małżonka. Corinne jeszcze jakoś sobie radziła, natomiast Lketinga, zbyt mocno przywiązany do tradycji i obyczajowości Samburu, nie był w stanie uczynić tego dla swojej żony.
Tłem burzliwej miłości jest Afryka. Nie Afryka podziwiana przez pryzmat pięciogwiazdkowych hoteli i wycieczek na Safari, lecz Afryka dzika, tajemnicza i przede wszystkim niebezpieczna, ale jednocześnie piękna, pociągająca oraz kusząca wachlarzem barw i zapachów. Dzięki autorce czytelnik ma szansę doświadczyć, przynajmniej w niewielkim stopniu jej atmosfery i klimatu. Czytając opisy wschodów słońca, ma się wrażenie, że stoi się tuż obok Corinne i widzi dokładnie to samo co ona, a zwyczaje, które słowem naszkicowała w książce stają przed oczami jak żywe. Książka zatem jest bardzo realistyczna, nie pozbawiona humoru, ale i pełna dramatyzmu, wynikającego z nieumiejętności całkowitego wtopienia się w masajską kulturę i obyczajowość. To co raziło Coranne z humanitarnego punktu widzenia, dla Lketingi i jego najbliższych było najzupełniej normalne, co więcej nieprzestrzeganie surowych zasad prowadziło do śmieszności i wykluczenia społecznego. Nawet jednostki światłe i wykształcone, których przedstawicielem jest James-brat Lketingi, nie mają szans, aby porządek rzeczy, uznany w mentalności samburskiej jako święty, zmienić lub przynajmniej ograniczyć. Bez wątpienia książka zainteresuje każdego, kto chociaż skrycie marzy o poznaniu Afryki i jej kultury, a świetna, lekka narracja uczyni czytelnika towarzyszem
Coranne podczas jej czteroletniego pobytu w kenijskim buszu. Warto sięgnąć po „Białą Masajkę" oraz jej kontynuacje „ Żegnaj Afryko" i „Moja afrykańska miłość", aby poczuć prawdziwą Afrykę otoczoną aurą dzikości, tajemniczości, ale nade wszystko piękna i majestatu.

środa, 31 marca 2010

Podróż Bena- Doris Lessing


Rewelacyjna kontynuacja nagrodzonego Literacką Nagrodą Nobla Piątego dziecka. Napisana z wielkim wyczuciem, delikatnością, ale jednocześnie ukazująca w niezwykle dobitny sposób samotność, odmienność oraz brak umiejętności funkcjonowania w otaczającej rzeczywistości.
Osiemnastoletni już Ben w dalszym ciągu walczy o przetrwanie. Jako człowiekowi, który swoim wyglądem wzbudza ciekawość, pogardę, obrzydzenie, a nawet agresję nie łatwo znaleźć przyjaciół, na których mógłby liczyć w trudnych chwilach. Tylko nieliczni, wiedzeni współczuciem, wyciągają do Bena pomocną dłoń i otaczają go swoją opieką. Szczególnie bliskie są mu pani Biggs - staruszka, która mimo własnego niedostatku dzieli się z Benem tym co ma oraz Teresa, chroniąca chłopaka przed ludźmi, pragnącymi zrobić mu krzywdę lub wykorzystać do niecnych celów.

Usiłując załatwić urzędowe sprawy,co niestety w przypadku Bena jest niezwykle skomplikowane, spotyka przez przypadek krętacza Johnstona, który widząc chłopaka knuje w głowie plan, by wykorzystać "dziwoląga" do przewiezienia narkotyków do Francji. I tak rozpoczyna się "podróż" Bena, która przyniesie mu wiele trudnych i niezrozumiałych dla niego sytuacji, ale i nadzieję na spotkanie podobnych sobie ludzi. Nie chciałabym zdradzać treści, ani tym bardziej zakończenia, dlatego napiszę tylko, że książka, mimo niewielu stron, jest niezwykle bogata w treść, czasem wzbudzająca złość, ale nade wszystko smutna i poruszająca. Ukazuje ludzi w bardzo złym świetle, jako istoty, które za wszelką ceną dążą do realizacji własnych, często niezbyt czystych celów, zazwyczaj kosztem innych ludzi, zwłaszcza słabszych i bezradnych. Czytając książkę byłam nie tylko pełna podziwu dla Lessing, która potrafi pisać o rzeczach ważnych w zwięzły lecz dobitny sposób, ale i pełna nadziei, że nasz świat wypełniają też ludzi, nie patrzący obojętnie na niesprawiedliwość i krzywdę.

wtorek, 23 marca 2010

Żona podróżnika w czasie - Audrey Niffenegger

Podróże w czasie są dosyć popularnym motywem , z którego często korzystają pisarze i filmowcy, bazując na naturalnym pragnieniu człowieka opuszczenia teraźniejszości i udania się po osi czasu w przeszłość lub przyszłość. Doskonale poradziła sobie z nim również Audrey Niffenegger -amerykańska pisarka i znawczyni sztuk plastycznych, autorka bestsellerowej książki "Żona podróżnika w czasie". Niezwykła miłosna opowieść, przepleciona elementami science fiction i zaskakującymi momentami podróży w czasie, które nie zawsze są przyjemne, a tym bardziej bezpieczne i bezbolesne. Przekonał się o tym główny bohater Henry , na co dzień bibliotekarz, pracownik działu starych druków biblioteki Newberry, dla którego nieoczekiwane podróże w czasie to chleb powszedni. Nie zna chwili, kiedy zniknie, pozostawiając po sobie tylko stos ubrań i zdumionych świadków. Dzięki owym podróżom poznaje swoją swoją żonę Clare i nie byłoby w tym nic niezwykłego gdyby nie fakt, że Clare ma ...6 lat. Jednak zawiązuje się między nimi coś w rodzaju przyjaźni, którą muszą skrzętnie ukrywać, bo wiadomo relacja między czterdziestoletnim mężczyzną ( bo tyle lat ma Henry kiedy po raz pierwszy spotyka Clare), a małą dziewczyną są dla otocznie nieco podejrzane, zakrawające na kryminał. Jednak z upływem czasu, kiedy Clare staje się dorosłą kobietą nic nie stoi na przeszkodzie, aby wziąć z Henrym ślub i rozpocząć nowe wspólne i przede wszystkim nieprzewidywalne pożycie małżeńskie. Nie ukrywam, że książkę czyta się momentami dosyć ciężko, gdyż zawirowania czasowe wymagają od czytelnika skupienia, a czasem nawet cofnięcia się o kilka stron, żeby móc dobrze zrozumieć dalszą treść. Niemniej książka wciąga do tego stopnia, że trudno się od niej oderwać. Oprócz tego zaskakuje oraz daje poczucie uporządkowanej niespójności logicznej ( tak to sobie nazywam) Na chwilę obecną to by było tyle Myślę jednak, że jeszcze kiedyś do niej wrócę i może wtedy uda mi się sporządzić bardziej obszerną notkę na jej temat.

środa, 17 marca 2010

Ono-Dorota Terakowska

ONO Doroty Terakowskiej czytałam już dosyć dawno, ale na skutek przeglądania pewnego książkowego bloga, którego autorka zamierza sięgnąć po Poczwarkę, przypomniałam sobie o tym tytule. Oczywiście nie pamiętam wszystkich szczegółów i wydarzeń opisanych w książce, to jednak przypominam sobie, że swojego czasu zrobiła na mnie duże wrażenie, większe nawet niż bardziej znana Poczwarka.
Tytułowe Ono odnosi się do początkowo niechcianego dziecka, które dwudziestoletnia Ewa, na skutek gwałtu, nosi pod swym sercem. Wiedziona rozpaczą, przerażeniem i presją małomiasteczkowego środowiska, postanawia dokonać aborcji. Jest już właściwie zdecydowana na zabieg, kiedy odkrywa, że Ono słyszy i co więcej, w specyficzny dla siebie sposób, odpowiada. Ewa zaczyna do niego mówić, opowiada o sobie, o tym, jak zaszła w ciążę, snuje marzenia, słowem dokonuje rozliczenia własnego życia. Nawet nie spostrzega jak dziecko staje się integralną częścią niej samej. Ewa dorastała w rodzinie nie do końca funkcjonalnej, która uległa dużej atomizacji, a każdy jej członek żyje jakby w swoim świcie - ojciec zamknięty w swoim pokoju słucha muzyki, matka niemal cały czas ogląda seriale i marzy o lepszym życiu pełnym splendoru i prestiżu, a młodsza siostra biega nie wiadomo gdzie. Nie trudno się domyślić jaki wpływ wywiera na Ewę rodzina i jej życiowe wybory. Jak już pisałam nie pamiętam detalów tej książki, ale jedna scena utkwiła w mojej pamięci i skłoniła do naprawdę gorzkiej refleksji. Otóż młodsza siostra Ewy przychodzi do domu i z wypiekami na twarzy oznajmia rodzicom, że wyjeżdża z klasą na wycieczkę do Krakowa. Na co ucieszony Ojciec - wrażliwy i inteligentny człowiek zaczyna snuć opowieść o pięknych krakowskich zabytkach, o Kościele Mariackim, Wawelu, starym Kazimierzu, podkreślając jednocześnie, że warto to wszystko zobaczyć. Niestety, zostaje sprowadzony na ziemię stwierdzeniem, że owa klasa wcale nie jedzie zwiedzać Krakowa tylko do mutlipleksu na Harrego Pottera, bo kogóż obchodzą jakieś starocie. Podekscytowanej małej towarzyszy matka, która jest zdania, że jej córka nie może być gorsza i też pojedzie, chociażby dlatego, aby móc pochwalić się koleżankom, że była w centrum handlowo-rozrywkowym. Kiedy to przeczytałam byłam zszokowana, nie tyle zachowaniem dziewczynki, co postawą matki, dla której kolorowy świat hipermarketu jest symbolem władzy, prestiżu i luksusu. Naprawdę polecam tę książkę, traktującą o naprawdę przykrych sprawach z lekką dozą humoru, ale jednocześnie ukazującą brutalność życia, na którą nie zawsze mamy wpływ. Poza tym zakończenie jest naprawdę ZASKAKUJĄCE :)

poniedziałek, 8 marca 2010

Katedra w Barcelonie - Ildefonso Falcones

Dosyć szybko, mówiąc kolokwialnie, uporałam się z Katedrą w Barcelonie I. Falconesa. Jakie zrobiła na mnie wrażenie? Muszę przyznać, że pozytywne. Świetnie spędziłam z nią czas, śledząc historię Aranua Estanyola, głównego bohatera, którego życie przypadło na jeden z najmroczniejszych i najokrutniejszych okresów w dziejach ludzkości- średniowiecze. Arnau jest synem chłopa pańszczyźnianego Bernata, którego sytuacja zmusiła do porwania swojego synka z zamku dziedzica i ucieczki, której celem stała się Barcelona. Dzięki niechętnej pomocy swojego szwagra, Bernat osiada w stolicy Katalonii, a po upływie roku i jednego dnia otrzymuje glejt, na mocy którego wraz z synem staje się wolnym obywatelem miasta. I tutaj zczyna się historia Arnaua- młodzienca, który ze skromnego tragarza protowego, w wolnych chwilach noszącego kamienie na budowę świątyni ku chwale swej ukochanej Madonny, przeistacza się, na skutek splotu wielu wydarzeń i nawiązanych, często zupełnie przypadkowo, znajomości w bogatego i niezwykle wpływowego patrycjusza, od którego zależny jest nawet sam król. Tak w wielkim skrócie można nakreślić fabułę. Zaznaczam ! Tylko nakreślić, ponieważ książka jest splotem wielu połączonych ze sobą wątków oraz płaszczyzną różnorodnych relacji i zależności pomiędzy poszczególnymi bohaterami.
I.Falcones w sposób niezwykle barwny ukazuje panoramę pięknej czternastowiecznej Barcelony wraz z okrutnymi prawami, którymi się rządzi. Nie brakuje tu naturalistycznych opisów wojen, epidemii, biedy i głodu. Zaś w szczególny sposób została skrytykowana Święta Inkwizycja-instytucja, która pod zasłoną troski o dusze wiernych, chciwie dąży do realizacji własnych, często nie mających nic wspólnego z zasadami chrześcijaństwa, interesów, a ludzie pokroju Arnaua służą jedynie jako szczeble w drabinie do celu.
Pomimo wielu negatywnych komentarzy i opinii, uważam powieść za godną polecenia. Oczywiście nie jako źródło naukowej wiedzy czy studium ludzkiej natury, ale przyjemną lekturkę do poduszki.

czwartek, 4 marca 2010

Anna Karenina - Lew Tołstoj

Książki XIX-wiecznych pisarzy nierzadko odstraszają przeciętnego czytelnika trudniejszym jezykiem, obfitującym w niezrozumiałe zwroty i wyrażenia oraz obiętością, która zwykle nie mieści się w jednym tomie, ale przynajmniej w dwóch czy trzech. Jednak czytając te dzieła dochodzę do wniosku, że są to utwory niezwykle dopracowane, dbające o najmniejszy szczegół oraz barwne ukazanie sytuacji społeczno-polityczniej miejsca, w którym została umieszczona akcja. Przykładem takiego dzieła jest bez wątpienia Anna Karenina Lwa Tołstoja, którą chciałabym nieco przybliżyć. Książka, mimo że obfituje w rozliczne opisy przyrody oraz analizy sytuacji politycznej carskiej Rosji, to jednak wciąga tempem akcji oraz wachlarzem barwnych i nietuzinkowych postaci.
Powieść ma jakby dwie osie akcji.
Pierwszą jest zakazana miłość tytułowej Anny i Aleksego Wrońskiego, która w zderzeniu z konserwatywną obyczajowością XIX-wiecznej Moskwy praktycznie nie ma prawa bytu. Anna, decydując się na porzucenie męża i synka skazała siebie na potępienie i wykluczenie z wszelkich kręgów towarzyskich wokół których skupia się całe życie moskiewskiej i petersburskiej arystokracji.
Drugą oś wyznacza życie spokojnego ziemianina, dziedzica Konstantego Lewina oraz jego żony Kitty Szczerbackiej, niegdyś upokorzonej przez Wrońskiego, którzy na rosyjskiej wsi odnaleźli swoją oazę spokoju. Całość wypełniają postacie poboczne, ale nie mniej barwne, frapujące czy czasem wręcz zadziwiające swoją głupotą, fałszywą religijnością czy nadmierną dbałością o konwenanse.
Osobiście uważam, że najciekawszą i zarazem najbardziej wyrazistą postacią jest, nie kto inny jak piękna Anna. Zagłębiając się w jej psychologiczny portret naszkicowany przez Tołstoja na kartach powieści, trudno jednoznacznie stwierdzić, czy jest bohaterką pozytywną czy nie. Z jednej strony, opuszczając męża i syna, a łącząc się z Wrońskim, rozbiła swoją rodzinę oraz zniweczyła szansę Kitty na dobre zamążpójście, które zagwarantowałby jej właśnie Wroński. Z drugiej jednak trudno nie podziwiać za odwagę i determinację w dążeniu do własnego szczęścia. Pomimo ogromnej samotności i kpin kierowanych pod jej adresem, czytając książkę miałam wrażenie, że dla wielu kobiet, które oficjalnie opowiedziały się za piętnowaniem Anny, Karenina stała się uosobieniem głęboko skrywanych marzeń, wolności oraz zerwania jarzma konwenansów. Dla mnie Anna w dalszym ciągu pozostaje postacią, wobec której mam mieszane uczucia, co jednak nie przeszkadza, aby umieścić ją na liście moich ulubionych książkowych bohaterów.

poniedziałek, 1 marca 2010

Piąte dziecko-Doris Lessing


Doris Lessing mająca już na swoim kącie wiele nagród literackich, doczekała się tej najbardziej prestiżowej -Nagrody Nobla w kategorii literatura. W 2007 roku Akademia Szwedzka postanowiła wyróżnić Lessing za przejmującą książkę Piąte Dziecko i jej kontynuację pod tytułem Podróż Bena. Czy słusznie- nie wiem. Jedno jest pewne. Nie można przejść obok tej pozycji obojętnie.

Opowieść ta do pewnego momentu jest sielanką. Herriet i David -ludzie pod względem światopoglądu nieco odmienni od swoich rówieśników- poznają się na firmowym przyjęciu i w bardzo krótkim czasie postanawiają założyć wielką, szczęśliwą rodzinę, której nigdy nie dotknie jarzmo bólu i cierpienia. Biorą ślub, wbrew rozsądkowi i możliwościom finansowym, kupują wielki, wiktoriański dom, który z powodzeniem mógłby pełnić rolę hotelu, oraz wydają na świat liczne potomstwo. Ich olbrzymi dom wypełnia się dziećmi, rodzicami, którzy z całych sił wspierają Davida i Herriet oraz rodziną licznie zjeżdżającą się na każde święta i wakacje. Słychać tam radosne krzyki malców, rozmowy dorosłych oraz czuć atmosferę rodzinnego ciepła. Jednak do czasu.
Z momentem przyjścia na świat odmieńca Bena, którego nie potrafią zdiagnozować nawet lekarze, życie rodziny zmienia się w koszmar. Tytułowy Ben to dziecko inne – zbyt rozwinięte jak na swój wiek , dysponujące olbrzymią siłą fizyczną, a jedynymi uczuciami jakie żywi dla otoczenia są złość i nienawiść. To wszystko sprawia, że Herriet, bezsilna wobec wyzwanie rzuconego przez los, postanawia oddać Bena do ośrodka opiekuńczego, po czym, wiedziona silnym uczuciem macierzyńskim, zabiera go z powrotem do domu, co ostatecznie rozbija niegdyś kochającą się rodzinę. Książka, a właściwie książeczka, bo liczy sobie tylko trochę ponad 140 stron, jest refleksją nad ogromną miłością matki do dziecka, nawet dziecka, które wymyka się kanonom klasycznego piękna i oczekiwaniom otoczenia. Sama Herriet zostaje również napiętnowana, oskarżana o urodzenia „takiego” dziecka i praktycznie wykluczana z kręgów towarzyskich, których członkowie chcą uchodzić za ludzi nowoczesnych i tolerancyjnych. Właściwie nie istnieją dla niej inne sprawy –tylko „biedny Ben”. Nawet pozostałe potomstwo plasuje się daleko poza „widnokręgiem” Henriet.

Lessing w dobitny sposób ukazuje, jak jedno wydarzenie może zachwiać rodzinnym szczęściem, zniweczyć plany i doprowadzić do jej niechybnego rozpadu. W dodatku Lovattowie pozostają niemal sami na polu walki, wspierani jedynie przez matkę Herriet- Dorotę, która niemal całe swoje życie podporządkowała rodzinie córki oraz ojca Davida, finansującego większość przedsięwzięć syna i jego najbliższych.Bez wątpienia, książka w smutny sposób traktuje o samotności, bezradności i walce o każdy następny dzień, zarówno pod względem finansowym, jak i emocjonalnym. Oprócz tego, daje jasno do zrozumienia, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu, co udowadnia postawa większości ludzi, niegdyś tak chętnie odwiedzających wiktoriańską oazę miłości i ciepła Davida i Herriet.

Piąte dziecko to pozycja bardzo dobra, o ile nie wybitna, polecana szczególnie tym, którzy lubą dobrą, aczkolwiek nie bardzo wyrafinowaną prozę, trudne tematy oraz odrobinę rodzinnego ciepła w jednym. Czytając prozę Lessing, z niecierpliwością oczekuje się kolejnych stron, aż niespostrzeżenie dochodzi się do końca. Kto przeczyta Piąte dziecko z pewnością sięgnie po kontynuację – Podróż Bena.

czwartek, 25 lutego 2010

Kto czyta, żyje podwójnie


Chyba nie trzeba nikogo specjalnie przekonywać, że czytanie rozwija. Naukowcy już dosyć dawno udowodnili, że osoby często i regularnie sięgające po lekturę robą mniej błędów ortograficznych czy interpunkcyjnych oraz łatwiej budują zdania zarówno przy wypowiedzi ustnej, jak i pisemnej. W kontekście tego można stwierdzić, że czytanie, zwłaszcza książek, przynosi wielorakie korzyści. Dla mnie książka jest oderwaniem się od szarej, często niesprzyjającej rzeczywistości i wkroczenie w świat barwny, czasem przerażąjący, a jeszcze kiedy indziej pełen nadziei i optymizmu. Dlatego też znana maksyma Umberta Eca "Kto czyta książki, żyje podwójnie" jest w moim odczuciu bardzo trafna i zachęcająca do sięgania po coraz nowsze pozycje, które w cudowny sposób przeniosą nas w świat bohaterów, których sami sobie, w naszych głowach, wykreujemy.
Postanowiłam założyć bloga, na którym będę starała się zamieszczacz krótkie refleksje po przeczytanych książkach i dokonywać subiektywnej oceny czy danej pozycji warto poświęcić swój czas, czy może lepiej sobie podarować. Zaznaczam, że nie jestem literaturoznawcą ani filologiem. Po prostu lubię książki :)